errotikon blog

Twój nowy blog

71

Brak komentarzy

Gdybyśmy się nigdy nie spotkali, nie poznali się, gdzie byłabym dzisiaj w swoim życiu? Ilu osobom pozwoliłam odejść ze swojego życia dla Ciebie? Napisałam wiele słów starając się zapomnieć, uwolnić od Ciebie, ale ciągle wracasz. Nie pytasz mnie czy chcę tych powrotów. Po prostu wracasz. Wracasz w moich myślach. Wracasz do mnie, choć tak naprawdę nigdy o mnie nie myślisz. Może jednak tak? Nie wiem. Chcę i nie chcę o tym wiedzieć. Nie mam odwagi zadzwonić. Zbyt mocno się boję, że odpowie mi tylko cisza i dźwięk zerwanego połączenia. Co mogła bym powiedzieć: To ja… Czy po tych wszystkich latach wiedziałbyś, jaka ‘ja’ dzwoni? Dlaczego mam pewność, że wiedziałbyś, że byłbyś pewien? Nie wiem. Chcę i nie chcę o tym wiedzieć. Bardzo chciałabym przestać Ciebie kochać. Nie ma znaczenia co i jak robię, tego jednego ciągle nie umiem. nie umiem przestać kochać – tak właśnie zdradzam siebie…

Brak komentarzy

Dwa końce jednego kraju to zbyt mała odległość bym umiała zapomnieć. Pogodziłam się z tym już dawno. Poskładałam siebie w jedną całość. Miewam czasem lepsze, czasem gorsze dni, ale jakoś wszystko idzie do przodu. Mam te spokojną pewność, że zmiany jakie niosło mi życie, mam już za sobą. Wykorzystałam cały plecak zachłannie i zdecydowanie za szybko. Teraz mogę już tylko myśleć, wspominać, uśmiechać się lub krzywić. Wykorzystałam wszystko co dawało mi życie. Nie wykorzystałam jedynie Ciebie. Być może to jest głównym powodem, dla którego ciągle jeszcze ze mną jesteś. Każdego dnia jesteś przecież częścią co najmniej jednej myśli, ćwiartki emocji, więc i mnie samej. To nie istotne, że Twoje ciało jest tak daleko, i tak naprawdę nie wiem, czy gdyby było jeszcze dalej coś by się w tym moim myśleniu zmieniło. Nie sądzę. Wręcz przeciwnie. Na zmianę mogło by tylko jedno wpłynąć: abyś był blisko, przy mnie, ze mną i we mnie. Wówczas umiałabym uciec tak daleko by mieć szansę zapomnieć. Tę jedną szansę, której nigdy mi nie dałeś…

Może wyjdziemy dzisiaj na piwo?


Na piwo? My razem?


Tak, co w tym takiego dziwnego?


Nigdy nie byliśmy razem na piwie.


Jakie to ma znaczenie, chodźmy teraz, dziś, razem. Właściwie to dlaczego jeszcze nigdy nie byliśmy razem na piwie?


Nie wiem.


Znamy się tyle lat i nigdy nie piliśmy razem. Dlaczego?


Nie wiem. Może dlatego, że najpierw byliśmy zbyt młodzi i inne mieliśmy zabawy, później się przeprowadziłeś, później ja zaszłam w ciążę, wyszłam za mąż, zdałam maturę, urodziłam, ty się ożeniłeś, ja się rozwiodłam, tobie urodziły się dzieci, i ty się rozwiodłeś… po prostu nie było czasu.


Ale teraz możemy iść na piwo. To dobry czas na odrobienie wspólnych zaległości.


Nie, nie możemy iść razem na piwo, bo to nie jest dobry czas. Szukasz pocieszenia i bliskości, chcesz zaleczyć rany, a ja nie jestem ani lekarzem, ani pocieszycielką, ani nie mogę dać ci bliskości. Możemy napić się wódki i zastanowić się gdzie bylibyśmy dzisiaj gdybyś się nie wyprowadził…

Brak komentarzy

…no proszę, a jednak pamiętam hasło…

Nowa wiadomość w skrzynce. Logowanie do serwisu i odczytanie wiadomości. Przeczytać, odpowiedzieć lub nie odpowiadać. Tym razem odpowiedzieć i popełnić błąd, który długo będzie ciągną się po kątach.
Kolejna kłótnia o nic i z niczego. W skrzynce kolejna wiadomość. Jestem wolna. Tracę głowę, ale wiem jak dopaść własne emocje. Wiosna przecież jest wiosną, a nie jesienią i po co mi motyle, których nikt nie chce. Zabijam je jeden po drugim. Wyrywam nóżki i targam skrzydełka. Odpisuje na wiadomości. To błąd, ale jeszcze o tym nie wiem.

Pierwsze spotkanie. Kawa i dym z papierosów, pytania, na które nie chcę odpowiadać. Nikomu. Na pewno nie jemu. Dlaczego nie zadaje ich ten który zmusza mnie do zabijania motyli, a zadaje ten, który, choć nieznany, budzi lęk w środku. Jedna myśl w głowie odejść i nie wracać nigdy do przerwanej nagle rozmowy. Zostaje do końca, a raczej udaje mi się znaleźć wymówkę do zakończenia tej farsy. Po co mi to. Po co ja to robię. Siedzę i piję niesmaczną kawę, słucham dziwnych słów kogoś kto mnie przeraża, myślę o kimś kto jest daleko i wiem, że nie chce mnie tak jak ja chcę jego. Zmęczona, wracam do domu. Telefon zalany lawiną esemesów, pierwsze połączenia których nie odbiorę. Uciekam w sen.

Poranek pełen dalszych wiadomości tekstowych w telefonie i na poczcie. Zaczynam się denerwować. Ja tak nie chcę. Mnie dobrze jest jak było. Cicho i spokojnie. Zbyt silne i zbyt nachalne zainteresowanie wprawia mnie w stan podenerwowania.
- Nie szukam przygodnego seksu. Nie jestem zainteresowana żadnymi układami. Nie mogę odpowiadać na każdy esemes i odbierać każdego połączenia – jestem w pracy. Nie odpowiem na to pytanie. Nie będę się przed tobą tłumaczyć. Przystopuj trochę. Nie pojadę z tobą w góry. Nie jestem zainteresowana twoimi zajęciami. Nie mam obowiązku odbierać od ciebie telefonów.

Kilka dni narastającego uczucia osaczenia. Przekonanie coraz większe, że to nie tędy wiedzie moja droga. Cisza. Przestaje odbierać telefony, przestaje odpowiadać na esemesy. Kolejne osądy i wyrzuty, od człowieka który mnie nie zna, ani którego ja nie znam. Nie podoba mi się to. Nie odpowiada mi to. Obojętność na kolejne wiadomości. Brak reakcji. Oskarżenia płynące falami radiowymi… instynkt każe omijać. Instynktowi trzeba wierzyć. Kilka dni spokoju przerywanych zbłąkanymi esemesami – niby nie do mnie, niby pomylone adresy. Brak reakcji. Nie odpowiadam na życzenia świąteczne. Po co i na co. To obca osoba jest.

Zima się spóźnia, a Ty szukasz wymówi jak ode mnie uciec. Jeszcze o tym nie wiem, ale już pojutrze się dowiem. Zabiorę na swoje barki cały ciężar twoich humorów i fanaberii z ostatniego tygodnia. Okraszę to kilkoma łzami. Przyjdzie czas, że przestanę myśleć i zapomnę dotyk. Nie szybko, ale zapomnę. Przez ostatnie lata trenuje to, może niezbyt często, ale systematycznie.

Minie nowy rok, minie styczeń, przestaniemy zupełnie rozmawiać, bo nie będziesz wiedział jak można ze mną rozmawiasz, będziesz się bał rozmów ze mną, więc przestaniemy rozmawiać. Będziesz przychodził do mnie w snach. Zrobię największą głupotę kolejnego roku mojego życia. Odpowiem na jego esemes. Po tych kilku miesiącach odpowiem na wiadomość, którą powinnam zostawić bez odpowiedzi.

Spotkam się z nim. Stłumię strach, który nie okrzepł pod skórą od jesieni. Zagłuszę wszelkie podpowiedzi i ostrzeżenia jakie wysyła podświadomość i świadomość… zamknę umysł i skoczę.

Nie słucham słów, nie dopatruje się w nich luk i niejasności, unikam odpowiedzi na pytania, nie mówię nic lub półprawdy. Półprawdy jak pół-zdania. Niemal mono sylaby. Tu i teraz jest tylko moje ciało. Myśli są zupełnie gdzie indziej. W innym wymiarze. W innej rzeczywistości. Możesz sobie wziąć moje ciało, ale nigdy nie dostaniesz się do emocji, myśli i duszy. Są od ciebie bezpieczne. Zniżam się do poziomu manekina, dmuchanej lalki, a ty nawet nie masz się czym pochwalić. Dom, dobry samochód… i nieledwie 10 centymetrów… może nawet nie, chyba nawet nie. Technicznie też wiele nie masz do zaoferowania. Wybacz, ale wypadasz znacznie poniżej średniej. Gdyby nie ten pies i zamknięta brama już pewno by mnie tu nie było.

Mówisz, mówisz i mówisz. Nie słyszę tych słów. Alkohol daje ci siłę do kolejnych słów. Psychiatra, psychotropowe środki, wyłapuję jak roboty z google. Zaczynam słuchać. Chce uciec, nie mogę. Zamknięta brama i wypuszczony z kojca pies. Jeśli nawet mnie nie dopadnie nim od drzwi dotrę do samochodu, to stalowa brama jest zbyt dużym utrudnieniem dla mojego małego pojazdu. Nie mam wyjścia. Muszę tu siedzieć, aż mnie wypuścisz. Dziś wiem jak mogłam wówczas uciec, tamtego wieczora… tamtego wieczora powinnam była zawrócić z drogi kiedy natrafiłam na 2 wypadek drogowy tarasujący przejazd…. powinnam zawrócić do domu. Do swojego życia. Nie zawróciłam i popełniłam błąd. Mogłam wysłać do kogoś esemesa i poprosić o telefon, przecież nie słyszałbyś kto i co mówi. Mogłam tak uciec, ale… ale przyszło mi to do głowy teraz. Dopiero teraz, a nie wówczas. Będę tę możliwość pamiętać. Zbieram takie drobiazgi i magazynuje w pamięci podręcznej. Czasem tylko sprawdzam te pamięć w poszukiwaniu śmieci i… nigdy niemal nic z niej nie wyrzucam.

Wpakowałam się w bagno. Staczasz się ze mnie. Otwarte drzwiczki szafki na wprost. Kiedy je otworzyłeś. Zbyt długo było w tym pomieszczeniu tylko moje ciało. Sprzęt, aparat, kamera… cholera. Pijany psychopata i kamera. Głęboki wdech. Wypierasz się nagrania. Nie wiem. Nie znam się na kamerach. Nie widać od tej strony czy świeci się jakaś dioda na niej – zielona, czy czerwona. Nie wiem nawet, czy wszystkie kamery wymagają przy pracy tej diody. Oświetlenie… oświetlenie nie jest najlepsze… ale cyfrowe kamery na pewno maja tryb pracy odpowiedni do np. warunków nocnych, przy takim oświetleniu i odległości około do 5 metrów… jakość całkiem niezła będzie. Cholera.

Kiedy naważy się piwa – samemu się je pije. Po wszystkim zasypia szybko i mocno, jak niemowlę. Kiedy już szarość poranka rozjaśnia roletę wstaję. Znajduję swoje ubranie. Zakładam je jak zbroje. Jest moją ochroną od tego co było w ciągu kilku ostatnich godzin. Budzisz się. Zdziwiony, że już jestem ubrana. Pieprzony egoisto i psychopato wypuść mnie z tego miejsca. Nawet jedno mrugnięcie powieki nie pokazuje żadnej emocji. Wypijam kawę i wychodzę. Otwierasz bramę i wyjeżdżam. Nigdy więcej dobrowolnie przez nią nie przejadę.

Wracam do domu, do swojego życia paląc papierosa za papierosem. Nie roztkliwiam się nad swoją głupotą. Czasu nie cofnę. Nie odwrócę zdarzeń. Jestem rozdrażniona. Kolejna nawałnica esemesów i połączeń. Nie odbieram. Odpisuje na niektóre. Powoli przechodzę do ciszy. Wiem, że nie pozwoli mi zapomnieć. Nie da mi zapomnieć tak długo, aż nie znajdzie sobie kolejnego obiektu. Nie myślę o nim. Myślę o jego byłej żonie. Nie wiem kim jest, ale współczuję jej. Moje życie jest moim życiem. Nie pozwolę już jemu w nie wejść, ale ona miała go na co dzień. Każdego dnia. Od rana do wieczora… i w nocy… kiepskiej nocy.
Kolejny głęboki oddech, zaciągnięcie się papierosowym dymem. Oskarżenia i wyrzuty. Numery do innych kobiet z 2 numeru jaki mi podał. Nie wiem, czy są inne kobiety, czy tylko to mierne próby wzbudzenia mojego zainteresowania i mojej zazdrości. Nie da się niczego obudzić, jeśli tego nie ma.

Narasta niesmak i wzgarda. Nie czuję litość, nie wzbudza jej choroba. Paranoik. Odraza i obrzydzenie. Również do siebie samej. „nie pisz więcej do mnie, nie dzwoń, wykasuj mój numer” – jedyna moja reakcja, odebrana jako prowokacja. Oskarżenia. Ileż można. Odcinam się od tej rzeczywistości. Nie ma znaczenia jaka jest prawda i rzeczywistość, jego to nie obchodzi, on ma swoje rojenia.

Spokój i złudna cisza. Życzenia na kolejne święta. Cisza. Maj… pytanie – czemu się nie odzywam. Dostał kosza, będzie rulez. Zamykam oczy. Kasuje wiadomość. Dwa nieodebrane połączenia. Wytrzymam do sierpnia i zmienię numer… nagabywanie – czy policja coś może w tej kwestii? Może nie powinnam kasować kolejnych wiadomości. Może powinnam zachowywać je jako dowody. Tak zrobię. Na wszelki wypadek.

Niedziela. Mokre od deszczu popołudnie: „Nie chcesz zobaczyć naszego filmu?” … za zadawanie się z psychopatami i ignorowanie własnej intuicji, przeczuć i znaków, płaci się wysoką cenę… swędzą mnie ręce do odpowiedzi: byłeś zbyt mierny i kiepski, by było na co patrzeć…

telefon

Brak komentarzy
Doczekałam się. Niczego innego się nie spodziewałam, choć miałam nadzieję, że mnie zaskoczysz. Ten jeden raz zaskoczy mnie życie pozytywnie. Nie zaskoczyło. Już nie będzie Twojego dotyku. Twoje dłonie nie moje będą wspierać biodra, nie moje przytrzymywać ramiona. Wymieniłeś mnie na nowszy model. Kilka łez zabrała ze sobą miniona noc. Tylko przed nią przyznaję się do własnych emocji. Świat kręci się dalej.

słowo

1 komentarz
Cokolwiek to jest, nie umiem przestać myśleć o Twoim dotyku. Twoje dłonie odbijające się na moich biodrach. Moje nogi oplecione wokoło Twoich… Chcę tego, chcę więcej.

podpis

Brak komentarzy

… to nie kochanka ale sypiam z Nią …

Nie będę myślała, czy to o mnie, czy nie, czy to pozytywnie, czy negatywnie. Nie będe myślała, bo myśli nie dadzą odpowiedzi i nigdzie nie zaprowadzą…

obrazy

Brak komentarzy
Obrazy, których nigdy nie było. Tylko to zostało po Tobie. Nie ma mnie już. Nie ma tego, co było. Obudzić nowy apetyt i odejść. Tylko tyle mogłeś mi dać. Nie chcesz już mojego ciała. Tylko je chciałeś i nic więcej. Dziś już tego nie chcesz

Zamykam oczy i czuje Twój dotyk. Zamykam oczy i czuje Twoje pulsujące ciepło, Twój smak. Mrowienie w piersiach, które po długiej przerwie zaczęły dzięki Twoim dłoniom znowu czuć. Pełne oczekiwania na Twoje palce, Twój język i zęby. Nie wiele było Ciebie, a wiele być mogło.

Zamykam oczy i widzę to wszystko, co jeszcze być mogło, a co już pewno nigdy nie będzie. Nie z Tobą. Nie tam, ani nie tutaj.

Szum rozmów, dym papierosów, kakofonia dźwięków z telewizji i muzyka. Popatrujemy na siebie ponad stolikami. Zupełnie sobie obcy. Nikt nie wie kim jesteśmy. Znad kolejnej butelki piwa, pomiędzy postaciami drugiego planu, wymieniamy spojrzenie. Jeszcze chwila, jeszcze kilka minut i wyjdziemy za drzwi. Najpierw Ty, ja kilka minut później. Wsiądziemy każde do innej taksówki rozstając się z przyjaciółmi.

Będziesz czekał tam, nieco dalej, z wysoko uniesionym kołnierzem. Podejdę spokojnie. Będę chciała Ciebie minąć,. Nie pozwolisz mi na to. Przyciągniesz do siebie. Wpijesz się w moje usta, a ja nie będę się bronić. Twoja ręka wedrze się pod nie dopięty płaszcz. Chłodne palce dotkną nagiej skóry. Już sama nie wiem czy czuję zimno kiedy dotykasz pleców. Jedną dłonią rozpinasz zapięcie stanika. Wpychasz mnie pod ścianę, w półcień. Łapczywie zagarniasz sutek. Spragnione palce błądzą po nienasyconej skórze. Dłoń na brzuchu. Wślizguje się za pasek spodni. Krzyżuję nogi. Chce Ciebie odepchnąć. Chcę Ciebie bliżej. Wciągasz mnie w drzwi, popychasz przed sobą po schodach nie wyciągając rąk spod mojego płaszcza. Czuję na szyi twoje usta. Wyżej i mocniej. Aż brak już jest schodów. Odpinasz mój pasek. Jest cicho i ciemno. Jestem bezwolna. Rozpinasz swoje spodnie. Wchodzisz głęboko, bez zapowiedzi. Jednym pchnięciem do końca. I szybciej. Moje pośladki uderzają o twoje biodra. Mocniej, szybciej. Chcę jeszcze. Chcę Ciebie. Więcej. Jeszcze. Mocniej. Zwolniłeś. Czuje jak jesteś wielki, jak powoli przesuwasz się we mnie – milimetr po milimetrze, w tył, i w przód. Twoje palce odnajdują magiczny punkt. Przyśpieszasz. Mocniej. Szybciej. Głębiej. …aaaaaaaaa…


  • RSS